Głupie dzieci i Żydzi w bobie

Głupie dzieci

Babcia była dzieckiem, gdy wybuchła Druga Wojna Światowa i, jak każde dziecko, potrzebowała zabawy.

B: Czasem na ziemi leżały jakieś naboje. Kiedyś je pozbieraliśmy i powrzucaliśmy wieczorem do ogniska. Ale świstało! Tylko „wiu!, wiu!, wiu!”

A: One wybuchały?! Nic wam się wtedy nie stało?

B: Nie… Ale pomyśl sobie, jacy my byliśmy głupi! Jak się człowiek nudzi, to szuka sobie rozrywki. To tak ładnie świstało i się świeciło, więc się tym bawiliśmy. A jakby ktoś w łeb dostał? Takieśmy sobie znaleźli wojenne zabawki – śmieje się Babcia, patrząc na moją przerażoną minę.

górskie zbocza

Żydzi w bobie

Babcia wiele razy w swoich opowieściach wspominała żydowskie imiona. W każdej wsi Żydzi prowadzili sklepy, byli lubiani; Babcia znała wielu z nich ze szkoły.

B: Mówiłam ci, że w naszej wiosce byli Żydzi? Oh, takie przystojne chłopaki! Pamiętam, że byli bardzo mili, dziewczyny zawsze się za nimi obracały. Mój ojciec przyjaźnił się z ich ojcem. Był taki czas, nie pamiętam o co dokładnie chodziło, kiedy Żydzi musieli się ukrywać. Wszyscy powychodzili z domów i uciekli. Ojciec nie odezwał się na ten temat słowem, nawet kiedy Matka pytała gdzie te jego Żydki się podziały. Chodził do sąsiadów, czasem na pole. Nigdy nie chodził dalej, niż do sąsiedniej wsi, bo za bardzo bolała go noga. Mówiłam ci, że Niemcy postrzelili mi Ojca na wojnie? No więc utykał, a po kilku latach zmarł. Miałam czternaście lat kiedy go chowaliśmy…

A: Babciu, ale miałaś mówić o Żydach…

B: Tak, o Żydach. W wojnę nie trzymaliśmy Żydów w domu. Ojciec nie robił takich rzeczy. Ale była inna historia. Mieliśmy sąsiadów za Żydów i gdzieś przepadli. Potem się okazało, że musieli się ukrywać w lesie. Bardzo się kiedyś zdziwiłam, że ojciec na samym końcu pola zasadził bób. To są takie duże, wijące się krzaki. Ojciec zabronił nam tam chodzić.

B: Kiedyś chodziłam sama po polu, a mieliśmy naprawdę duże pole, sięgające lasu. Myślę, że była jesień, niczego akurat nie sialiśmy, ani nie zbieraliśmy. Nie pamiętam czy chciałam uzbierać gałęzi na ognisko czy trochę uprzątnąć brzeg pola, ale przeszłam na sam jego koniec. Dłubię sobie w ziemi, doskonała cisza, nie ma żywej duszy. Nagle coś rusza się w krzakach. O mało nie narobiłam w gacie. Okazało się, że to ojciec naszych Żydów. Nie wiem co robił w tych krzakach, poza nim nie widziałam nikogo więcej. Tuż przy polu kotłowały się zarośla pełne chmielu i innych roślin, które się pięły i pętliły. Tak sobie myślałam, że mógł tam mieć swoje legowisko. Może nawet poukrywał tam całą rodzinę.

B: Potem, jak już było bezpieczniej, tamten Żyd poszedł do ojca, żeby mu podziękować. Oni się cały czas chowali w tym bobie. Jakbyś tam poszła i zobaczyła: oni zrobili tam sobie ogromne gniazda. Takie okrągłe, których nie było widać z drogi. Potem ojciec się śmiał, że mu zniszczyli cały bób. W ogóle mówił temu Żydowi, że cud, że ich tam nie znaleźli, bo strasznie hałasowali.

A: W lesie?

B: Nie wiem na pewno. Ojciec nigdy nic mi nie powiedział. On strasznie się bał, że ktoś coś usłyszy; że ktoś doniesie. Robił dużo, ale zawsze poza domem; zawsze tak, żeby nie zostawiać śladu.

A: No ale co z tymi Żydami?

B: Icek, Ojciec tych fajnych chłopaków siedział przykucnięty na brzegu pola. Wystraszyłam się jak głupia, ale nie uciekłam. Czekam, czy coś powie, czy coś mi wyjaśni. On do mnie “Powiedz. Powiedz Ojcu, że się Salka rozsypała”.

A: Jaka salka?

B: Salka to jest imię. Żonę Icka wołali Salka. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale prosił. Pobiegłam do Ojca, powiedziałam, że byłam na polu przy lesie. Nie zdążyłam dokończyć, Ojciec wyciągnął mnie z domu i zapytał, co się stało. Powiedziałam mu, co kazał mi powtórzyć Icek. Ojciec powiedział, że mam nikomu dalej nie mówić i że nigdy więcej nie mam tam chodzić, bo się dowie. Bardzo mnie kochał, chyba najbardziej z rodzeństwa, ale się wystraszyłam. Więcej nie poszłam.

A: Ale co się stało z tamtą rodziną?

B: Po jakimś czasie, kiedy było już spokojniej, Matka zapytała Tatę po co wynosił te wszystkie koce i inne graty z domu. Ojciec wyjaśnił, że Salka urodziła w lesie, a Icek prosił o pomoc.

A: I dziecko nie umarło? Przecież potem musiało być zimno.

B: Nie wiem. Ojciec kazał o to więcej nie pytać, więc się nie pytałam.

A: A potem?

B: A potem umarł on.

1 komentarz

Dodaj komentarz